Niedawno podjęłam decyzję o tym, że chcę życie poświęcić…rodzącym. Tym, którymi nikt się specjalnie nie przejmuje, bo po kilku godzinach już nie pamiętają. Towarzyszę swoim znajomym w tej chwili, chociażby telefonicznie. Pilnując, by wszystkie procedury były jak należy. Ale…po co? Kobiety od lat rodziły gdzie popadnie.
Standardy porodowe sprawiają, że poród jest bardziej bezpieczny, kontrolowany, a sama rodząca może liczyć na wsparcie w każdym momencie, jest doinformowana i doskonale wie, co się dzieje z nią jak i z dzieckiem.\
Zacznę od tego co standardem być powinno, a czego kobieta rzadko może doświadczyć:
Jak widać jest tego dużo, ale dobra położna z doświadczonym lekarzem naprawdę nie mają z tym problemu.
Teraz zobaczmy jak to się ma do rzeczywistości:
Kobieta ze skurczami trafia do szpitala. Często musi zabiegać o to, by w ogóle ją przyjęto. Nie ma rozwarcia – do domu. Nie odeszły wody – do domu. Kiedy już uda jej się na porodówkę dodać, zaklejana jest imieniem i nazwiskiem, trafia do łóżka. Nie ma przywitania, „dzień dobry to jest lekarz…, to położna… dzisiaj będziemy odbierać pani poród” (w razie skargi kobieta nawet nie wie na kogo ma pisać…). Położna zagląda co kilka godzin nie oferując niczego innego jak spaceru i wytrzymania do końca. Nie ma wody, wanny, prysznica. Jest korytarz, są schody. Oksytocynę podaje się standardowo, bez zapytania o zgodę, bez informacji czym jest i jak działa. Personel montuje i odchodzi. Masowanie szyjki? A gdzie! Zdecydowanie łatwiej podać coś, po czym kobieta będzie zwijać się z bólu. Zatem się zwija, sama, co chwila wołając kogoś, kto jej pomoże, zabierze nieprzyjemne odczucia. Czeka, prosząc się o znieczulenie. Przed ZZO informowana jest jedynie o tym, że boleć przestanie i ma leżeć nieruchomo na boku, bądź się schylić. Żadnego tam wywiadu – choroby w rodzinie, ostatnie badania krwi, jak się pani czuje, przebyte zabiegi, przyjmowane leki. Tak można rodzącą zabić, ale co tam. Znieczulenie działa, przyszła mama ma czas na sen. Po obudzeniu chce pić? Niechaj do torby sięgnie. Nikt jej przecież nie będzie baniaka nosił. Kiedy już rozwarcie osiągnie 10 cm rodzimy… Położna nie pyta jak, a może krzesło, fotel, podłoga czy na stojąco. Ma leżeć, rozłożyć nogi i przeć. W niektórych szpitalach panie nie życzą sobie krzyczenia, bo przecież to nic takiego. Nacięcie krocza po prostu jest. Dzieje się bez pytania, zszywanie jak sobie życzy lekarz. Tyle sobie zdecydowała mama o swoim porodzie.
2 h z dzieckiem ciało do ciała to często mit. Matka urodzi, dziecko zabierają, myją, ubierają i chlast! Teraz sobie z dzieckiem leż. Co tam prawo mówiące o tym, że 2 h nieprzerwanego tulenia jest prawem mamy i dziecka. Co tam flora bakteryjna i zaczęcie dobrego kp. Niech żyje cito, bo w polskich szpitalach wszystko jest na cito!
Teraz sprawa szczepień – niezależne jak zdecyduje mama, personel chyba nigdy nie daje jej ulotki szczepienia do przeczytania, nie informuje o skutkach ubocznych i przeciwwskazaniach. O badaniu krwi zapomnij. Szczepionka czeka (jestem za szczepieniem z użyciem rozumu, nie masowego igłowania).
Wsparcie laktacyjne – jak se pani położy to chwyci. Koniec.
Najpiękniejsze chwile w życiu rodzica mogą być najgorszymi. Dlatego tak ważne jest, by zadbać o mamę, by dopilnować personelu, który w Polsce pozostawia bardzo wiele do życzenia.
„Jak świnie na rzeź”
Skalpel czeka na krocze, a położne zaglądają co godzina. Wiesz…ja jak siedzę w pracy to pracuję cały czas, nie mam czasu na kawkę, herbatkę, papieroska, pogaduszki. Obowiązkiem położnej jest być, nie łazić i zaglądać. Ona ma zwyczajnie być i odpowiadać na potrzeby rodzącej.
Teraz poproszę Cię o podpis w sprawie standardów okołoporodowych, które mają przestać istnieć. Dzisiaj kobieta niech za kobietą stanie, mąż za żoną, brat za siostrą, sąsiad za sąsiadką. Bez tych wytycznych w każdym szpitalu będą dziać się cuda. Cuda, które kosztować będą życie, zdrowie mam i dzieci.

Każdemu rodzicowi życzę porodu
ze standardami 🙂

Łysa - dlaczego tak? Bo szkolnie, bez maski, lansu, sztucznych tworów. To moja ksywa ze szkoły, kiedy jeszcze świat nie był popsuty dorosłymi.
Łysa ma siłę, jest kreatywna, wierzy w ludzi, szydełkuje i beztrosko buja się na trzepaku. Nosi w chuście dzieci swoje i napotkane, pożera parówki i nie boi się wyzwań.
mama za miastem says:
Podpisałam rzecz jasna. Teraz kiedy powoli zaczynało sie robić lepiej w polskich szpitalach, chcą nam wszydtko odebrać!
Gosia Drzeżdżon says:
Podpisałam. Piękne przytoczenie tej całej farsy, do „Pachnidła”.
NIEKONWENCJONALNA says:
Zobacz ile kasy wpadnie lekarzom do kieszeni jak to zniszczą…każdy zapłaci w kopercie kilka stów żeby nie być mięsem.
NIEKONWENCJONALNA says:
Zawsze w tym momencie jest mi nieco niedobrze. A warunki niekiedy porównywalne do scen w Ludzkiej Stonodze…
KasiaGosposia says:
Podpisałam. Nie wierzę jednak, że coś się zmieni :(, nie po tym co sama przeżyłam niby w najbardziej przyjaznym szpitalu dla rodzących w Poznaniu.
mama za miastem says:
Grrr! Nóż sie w kieszeni otwiera. Pozostaje jeszcze poród domowy, ale pewnie niedługo i to nam zabiorą!