
Osoba otyła nie zagraża innym. Główny argument by kampania była lekka, empatyczna i liryczna, mało kontrowersyjna i przyjemna. Nie? Czyżby?
Otyli rodzice (mowa o rodzicach którzy brzydko mówiąc żrą) podobnie karmią swoje dzieci. Nikt mi nie wmówi że sobie jedzą pizzę, czipsy, a dziecku tworzą sałatki z jarmużem. Dziecko będzie chciało jeść to co rodzice. I tak mamy zwiększającą się liczbę otyłych dzieci, które płaczą bo nie dostają w szkole czipsów tylko jakieś jabłko. Takie dzieci mają problemy krążeniowe, problemy z kręgosłupem, w wieku kilku lat mają już otłuszczone narządy, źle trawią, źle śpią, źle funkcjonują. To też zagrożenie.

Od jakiegoś czasu obserwuję wręcz modę na otyłość. Ludzie nie pracują nad sobą, nie chcą. Pokazują się jacy są pewni siebie ważąc 200 kg, jak pięknie potrafią się ubrać i jest fajnie. Za takimi osobami idą kolejne – zamiast zadbać o zdrowie, zaczynają akceptować swój wygląd, problemy związane z otyłością i często tyją dalej. Zgodnie z modą XXXXXL. Tylko kto im pomoże jak zaczną cierpieć na bezdech w nocy? Jak pikawa przestanie pracować prawidłowo? Internet? Ta pani dająca lajka, która krzyczy „genialnie wygladasz w tej sukience! Brawo za odwagę”? Nie. Zostanie sama.
Plakat nie jest idealny. Oczywistym jest, że zawsze znajdą się ludzie którym będzie przykro, smutno. Nie ma uniwersalnej kampanii społecznej. Matka która pali, czytająca hasła o komorze gazowej też może popaść w depresje, poczuć się beznadziejnie, skoczyć z okna, bo poczuje się niegodna ciąży. Palenie jest strasznym nałogiem, większości ciężko nie palić. I cóż ona ma zrobić widząc taki plakat? Nigdy nie widziałam by ktoś się na ten temat wypowiadał negatywnie. Matki palące były wręcz piętnowane i wyzywane.

Żryj to brzydki wyraz. Bardzo, bardzo brzydki, bo przecież ludzie jedzą, delektują się, konsumują, spożywają. Osobiście dla mnie? Część osób żre. To nawet kulturalnie nie wygląda i nie nazwałabym tego jedzeniem.
Łapczywie rzucają się na bułkę, w trakcie przeżuwania jeszcze toczą dyskusję, widzisz ich uzębienie i możesz spokojnie zrobić przegląd dentystyczny na odległość. Jedzenie wypadające z buzi na stolik, potem znowu (w połowie przeżute) trafiające do ust. Stolik upierdzielony jak talerz niemowlaka, oblizywanie paluchów ze ssaniem, wycieranie rąk w spodnie. Borze szumiący… Jak bydło. Pomiędzy gryzami buły musi jeszcze wpaść fryta wepchnięta w szczelinę między ustami, a bułką i jeszcze lufcik na słomkę od Coli. Na koniec finalne beknięcie zwieńczone uśmiechem przeżarcia. Ktoś to nazywa jedzeniem? J e d z e n i e m?
Nie mówię o ludziach chorych tyjących, o ludziach niepełnosprawnych, o kobietach z problemami hormonalnymi, mówimy o ludziach zdrowych którzy nie szanują swojego zdrowia, nie dbają o wygląd, nie jedzą kulturalnie. Żrą. Ja tak to widzę, oczywiście Ty możesz inaczej.


Łysa - dlaczego tak? Bo szkolnie, bez maski, lansu, sztucznych tworów. To moja ksywa ze szkoły, kiedy jeszcze świat nie był popsuty dorosłymi.
Łysa ma siłę, jest kreatywna, wierzy w ludzi, szydełkuje i beztrosko buja się na trzepaku. Nosi w chuście dzieci swoje i napotkane, pożera parówki i nie boi się wyzwań.