SDM to nauka kłamstwa. To jak wtedy, gdy uczysz dziecko alfabetu codziennie powtarzając litery. To jak nauka słów, gdy codziennie powtarzasz dziecku wyrazy.
Policja puka głośno do drzwi. Otwiera ojciec. Policjant mówi że ktoś dzwonił. Ojciec głośnym tonem wzywa do siebie pobite wcześniej dziecko, rzuca odpowiednie spojrzenie i mówi NIKT TU NIKOGO NIE BIJE, WSZYSTKO JEST WPORZĄDKU. Pan policjant zerka na dziecko, pyta. Dziecko czuje ścisk ojca na ramieniu i kiwa do policjanta. Policja odchodzi.
Dziecko wagaruje. W końcu pani pedagog wzywa matkę i dziecko na rozmowę. Dziecko mówi MAMO TERAZ MOŻESZ POWIEDZIEĆ CO SIĘ DZIEJE W DOMU, NIE MA TU TATY. Na co matka reaguje kurczowym DLACZEGO KŁAMIESZ? CO TY OPOWIADASZ. Wszelkie siniaki na ciele dziecka tłumaczy jego niezdarnością i każe przyznać się do kłamstwa.
Dziecko wchodzi do domu, zostaje zapytane jaka ocena wpadła dzisiaj do dzienniczka. Jedynka. Jak to jedynka. Dziecko zdejmuje spodnie, kładzie się na wersalce. Dostaje pasy. Kilka pasów, jak jest głośniej to kilkanaście. Potem ma się zamknąć i iść uczyć. W szkole kłamie, że się wywróciła, stąd ból tyłka.
Dziecko pytane o ocenę kłamie że dostało cztery. Dzisiaj nie dostaje, ale to wróci, podwójnie. Kilka tygodni później znowu ląduje na wersalce, dostaje za kłamstwo i za ocenę.
Obiad rodzinny. Chwilę przed wyjściem do babci dziecko otrzymuje kilka ciosów w twarz, jest popychane, wyzywane, trzymane za szyję pod ścianą. MASZ SIĘ ZAMKNĄĆ, ZARAZ WYCHODZIMY DO BABCI. Dziecko przeciera twarz, oblewa się zimną wodą, wychodzi. U babci na obiedzie stara się zachować spokój, a każdy objaw tego, że coś się stało tłumiony jest ściskaniem dziecka dłoni przez ojca lub deptaniem stopy.
Dziecko mające kilkanaście lat poznaje chłopaka. Chłopak dzwoni, słyszy w głosie roztrzęsienie. Ojciec stoi obok i słyszy CZY COŚ SIĘ STAŁO. Reakcja ojca każe skłamać, jego wzrok każe kłamać. Inaczej znowu będzie wersalka.
Byłam perfekcyjnym kłamcą. Kłamałam że mam dobre oceny by nie dostać za złe, kłamałam że chodzę do szkoły, a siedziałam w parku przykładając mrożoną fasolkę do twarzy, kłamałam że moi rodzice to nie moi rodzice, bo wstydziłam się mieć takich rodziców, kiedy znajomi mieli zupełnie innych. Kłamałam że jestem chora i nie mogę wyjść z domu, kiedy siedziałam w pokoju z posiniaczoną twarzą. Kłamałam, że wszystko jest okej. Kłamałam by zerwać z chłopakiem, bo już zaczynał się domyślać lub już za dużo widział i miałam zakaz spotykania się z nim, by nic więcej poza dom nie wyszło. Kłamałam, że nie potrzebuję pomocy. Kłamałam że nie jestem głodna, bo był taki czas że lodówka była pusta lub prawie pusta. Kłamałam że mam super starych, bo chciałam ich mieć.
Wstydzę się mówić że jestem SDM, że mam SDM. Kilka lat temu nigdy nie powiedziałabym tego na głos, bojąc się reakcji rodziny bliższej i dalszej. Kilka lat temu skłamałabym jak w tym liście do ojca po tym, jak wywalił mnie z domu. Napisałam tam, że to moja wina, że był świetnym ojcem, a ja zmusiłam go do tak drastycznych metod. Dzisiaj to jego oręże. Przecież sama się przyznałam. Perfekcyjnie nauczyli mnie kłamać, zakrzywiać rzeczywistość.

Łysa - dlaczego tak? Bo szkolnie, bez maski, lansu, sztucznych tworów. To moja ksywa ze szkoły, kiedy jeszcze świat nie był popsuty dorosłymi.
Łysa ma siłę, jest kreatywna, wierzy w ludzi, szydełkuje i beztrosko buja się na trzepaku. Nosi w chuście dzieci swoje i napotkane, pożera parówki i nie boi się wyzwań.