Od dziecka pamiętam wszędobylskie mięso. Nie lubiłam warzyw, z owoców tolerowałam banana i jabłka o ile były smaczne. Zupy warzywne doprowadzały mnie do wymiotów, bo były zwyczajnie niesmaczne, źle przygotowane. I nieważne że babcia zrobiła inaczej, już mi się źle kojarzyło i nie jadłam. Skupiłam się na kiełbasach, kawałkach mięcha, kabanosach i wędlinach.
Będąc niewyrośniętą, ale dorosłą osobą, zaczęłam powoli stawiać małe kroczki w ekologii. Przestałam na przykład pić napoje gazowane, jeść świństwa, wkroczyłam marszowo w zero waste i tu…stanęłam w miejscu na dłuższy czas.
Hordy wegetarian zawsze komentowały moje zapakowane we własne pojemniki wędliny. Wrzucali mi na priwy filmy z cierpiącymi krowami, rzeźniami. To było tak nachalne, że postanowiłam mieć to w rzyci i pokazywać środkowy palec każdemu wegańskiego produktowi. Nie miałam ochoty czytać jakichkolwiek materiałów związanych z weganizmem tylko dlatego, że garść ludzi z tego środowiska notorycznie mnie męczyła swoimi przekonaniami. Uciekłam.
Koleżanka będąca Weganką stała się moim „przedmiotem” obserwacji. Patrzyłam co je, jak je, słuchałam co gada na temat smaku, samopoczucia, zdrowia. Stopniowo zwalniałam z wrzucaniem mięsa na talerz. Zaczęłam potajemnie ćwiczyć rozciąganie, wychodzić z domu do lasu, po raz kolejny ufać sobie idąc za nią tą samą ścieżką. I nie ma w tym nic duchowego… Jest odpowiedzialność, wiedza i konsekwencja.
W konsekwencji zaczęłam czuć się lepiej. Raz przegięłam z bobem, wiedziałam że strączki to zły pomysł. Szukałam dalej. Błądziłam między półkami z produktami wege z zaciekawieniem, chęciami i obrzydzeniem. Próbowałam, oddawałam innym, znalazłam to co mi pasuje. Potem nastąpiła zabawa. Mieszałam, doprawiałam i tak dziś…kolejny dzień nie jem mięsa.
Warzywa mi smakują, nie wybieram ich paluchami z dania jak kiedyś. Umiem się z nimi obchodzić, moje dzieci próbują widząc nowe rzeczy i chętniej sięgają po produkty bezmięsne.
Nie przekonywać, a zapoznawać. Częstować, pytać, tworzyć razem. Człowiek doświadcza, również jedzenia. Daj komuś poczuć że to może być dobre. Finalnie, to jego wybór. Jeszcze rok temu przed snem jadłam kiełbasę, dzisiaj…tworzę mleko owsiane.
https://www.instagram.com/p/CDeLdGVpJEI/
Ja zaczęłam od zup na bulionach bez mięsa. Dużo warzyw, przypraw i goł. Brak kawałka kurczaka i wołowiny nic mi nie zrobił. Mam całą lodówkę zup, przed którymi 20 lat temu uciekałam z krzykiem.

Łysa - dlaczego tak? Bo szkolnie, bez maski, lansu, sztucznych tworów. To moja ksywa ze szkoły, kiedy jeszcze świat nie był popsuty dorosłymi.
Łysa ma siłę, jest kreatywna, wierzy w ludzi, szydełkuje i beztrosko buja się na trzepaku. Nosi w chuście dzieci swoje i napotkane, pożera parówki i nie boi się wyzwań.