Niby nic, a jednak! Na swoim blogu przedstawiam Ci swoje zdanie, swój punkt widzenia. Zostają tu Ci, którzy mają podobne zdanie lub chcą zrozumieć moje – wszystko z kulturą, bez wyzwisk, kupoburz. W internecie jest cała masa miejsc do których nie zaglądam z powodu poglądów – nie muszę, to miejsce ludzi o poglądach x, więc ze swoim y nie będę się na siłę pchać. Po co?
W internecie jest mnóstwo miejsc dla rodziców, którzy chcą zrozumieć siebie, swoje dzieci, teściów, którzy szukają wsparcia, humoru, rozwiązania problemu. I tu każdy radzi jak może, jak wie, jak nie wie też. W internecie są również specjaliści, którym rodzic ufa, chce ufać, znać ich zdanie na wybrany temat. Rodzic poszukuje. Nieustannie poszukuje odpowiedzi.
I tu pojawia się profil, który w moich oczach od dłuższego czasu prowokuje rodziców. Niemalże codziennie pada pytanie CO MYŚLICIE, pytanie puszczone jednym „enter”, pozostawione bez odpowiedzi. Zaczyna się burza. Burza trwa, udostępnienia rosną w siłę, bo każdy każdemu chce pokazać polską patologię w wersji hard. Zadająca pytanie milczy, nie odpowiada, czeka, a może nie… Interakcja jest, są lajki, smutne minki, a odpowiedzi nadal brak. Nie chodzi o to, że ja żądam od „specjalisty” zdania na temat. Chodzi o fakt, że jako specjalista, psycholog, ktoś pozwala rodzicom rzucać w siebie gównem. Przygląda się, nie reaguje, komentuje zdawkowo, wyrywkowo, a rodzice tłuką się dalej, internet hula.
Niezależnie od tego jak bardzo, bardzo nie rozumiem rodzica krzyczącego, wsadzającego w chodzik, zmuszającego dziecka do jedzenia, nie mam zamiaru pytać CO MYŚLICIE NA TEMAT CHODZIKÓW wiedząc, że to jest zwyczajnie szkodliwe. Mam zdanie takie, nie inne, każdy o tym wie. Oczywiście mogłabym zadać pytanie czekając aż rodzice się poszarpią rzucając argumentami mniej i bardziej życzliwymi. Ale…po co? Ktoś chce, kupi, użyje, ktoś inny sprawdzi jak to działa, inny ktoś nie kupi. Świata nie zbawię.
Wertuję sobie listę pytań i postów prowokujących. Kary, kieszonkowe, sakramenty, uchodźcy, polityka i te pytania puszczone w eter, za którymi ciągną chmury burzowe. Nie rozumiem. Nie rozumiem po co prowokować rodziców, wręcz zmuszać ich do przekrzykiwania się, awanturowania i czekać, patrzeć.
Komentując czy udostępniając cokolwiek, zawsze pisze dlaczego to robię. Dlaczego chce się z Tobą tym podzielić – bo mnie coś oburza, wzrusza, ciekawi, bo coś znalazłam i chcę wiedzieć jak działa. Zwłaszcza w ważnych, ludzkich sprawach przedstawiam siebie, swoją postawę by ograniczyć ilość komentarzy zbędnych, kłócących, wyzywających – ktoś przeczyta, stwierdzi że głupia i sobie pójdzie – ma do tego prawo. Zadając prowokacyjne pytanie zostawiłby komentarz formatu A4, a pod nim…burza.

Łysa - dlaczego tak? Bo szkolnie, bez maski, lansu, sztucznych tworów. To moja ksywa ze szkoły, kiedy jeszcze świat nie był popsuty dorosłymi.
Łysa ma siłę, jest kreatywna, wierzy w ludzi, szydełkuje i beztrosko buja się na trzepaku. Nosi w chuście dzieci swoje i napotkane, pożera parówki i nie boi się wyzwań.