ŁYSA MÓWI

WYMAGAJĄCY ROCZNIK 90’.

Tekst, który przeczytałam nie powiem gdzie – rozbawił mnie, moich znajomych. Okazuje się bowiem, że dzisiejsi „młodzi dorośli” wymagają od pracodawcy, dziadków, nauczycieli dzieci i pracodawców. Wychodzą sobie na papieroska, nie są zaangażowani, po pracy mają pracę w dupie.

JAKA PŁACA, TAKA PRACA.

Zatrudniasz drogi Januszu kogoś za minimum, a nawet mniej, bo przecież studentowi starczy tyle, a nie więcej. Ludzie starsi w dzisiejszych czasach są bardziej roszczeniowi, niż za czasów mojej Babci. Czują się źle, bo ktoś im każe szanować młodszego szefa. On ma słuchać gówniarza???

Starszyźnie wydaje się, że młody pracownik z werwą może zapierniczać ponad 8 godzin, chociaż w umowie ma jasno i wyraźnie 8. Starszyzna może sobie wypić przed pracą, po lub w trakcie, ale „junior” wyjść na fajkę nie może. Nie powinien wychodzić na siku, bo generuje straty. Serio? Skoro starszyzna jest taka wyćwiczona w boju, niech da przykład i rąbie dniówki po godzin 12, z 4 godzinami za free. Czemu nie?

Oczywiście, każdy młody pracownik, któremu zależy na pracy będzie wykonywał rozkazy wszelkie. Zostawi dziecko u sąsiadki, zamiast się wyspać walnie kolejną kawę.

X lat temu dzisiejsza starszyzna mogła liczyć nawet na mieszkanie pracownicze, komunalne dostawali bez większych problemów, a dzieci? Do babci. Norma, codzienność. Rodzice dawali dzieciom mieszkania zaraz po ich ślubie. Dzisiaj? Noł łej. Można liczyć na zestaw patelni, reszta „to wasza sprawa”. Nagle wiedzą jak być odpowiedzialnymi, chociaż ich dzieci wychowywali inni, a mieszkanko było z ich lekkim wkładem, bądź bez. Ha ha ha. Teraz niech piszą o odpowiedzialności i pracy…

Naprawdę cieszę się, że moi znajomi nie dają się wykorzystywać w pracy. Ci którzy mają w nosie obowiązki wszelkie – robią to na swoją odpowiedzialność. Skutkiem będzie bezrobocie, a może i bezdomność. To było zawsze i pewnie będzie. Ważne, że pracownik nie daje się wyzyskiwać. Że nie stuka 12 godzin zgodnie z przekonaniem, że działa w imię dobra kraju. Komunizm minął.

ROCZNIK 90

  1. Cóż, ja należę do mega roszczeniowego rocznika ’88. Kiedyś pisałam post na pokrewny temat, mianowicie, że nie pójdę sprzątać za 800 złotych po studiach (bo na takie rozmowy wysyłał mnie UP w Żywcu)- zalała mnie wtedy zarówno fala hejtu (także od rówieśników, wtf?) i fala braw. Z jednej strony starszyzna pcha nas na studia, uczy ambicji, wysyła na języki i bije po łapach za trójki i czwórki, a jak już nas wykwalifikuje to jest wielce zdziwiona że chcemy pracować w zawodzie, że chcemy mieć umowę o pracę chociaż na te 1200 złotych… Ja nie mam wielkich wymagań: umowa o pracę, praca odrobinę w zawodzie: choćby recepcjonistka w hotelu. Jeszcze taka super propozycja mi się nie nadarzyła, a tak jak mówisz: na mieszkanie, na samochód, na wszystko musimy sobie z mężem zapracować sami. Absolutnie nie mam tego rodzicom za złe, ja mam super rodziców, którzy mocno wspierają moją „roszczeniową” postawę, ale to rzadkość. Teraz wszyscy by chcieli żebyśmy robili za darmo, na czarno i żyli za miskę ryżu, żebyśmy nie mieli zupełnie żadnych wymagań, bo przecież nic, po studiach nie umiemy… Dramat. Koło się zamyka, w tym kraju dobrze nie będzie.

  2. Bo teraz jest powiedzenie, że jak nie ty to 10 innych przyjdzie na twoje miejsce. Ale też nie można dać się zaorać.

  3. Jest coś takiego, jak inspekcja pracy. lenie i roszczeniowcy znajda się w każdej grupie wiekowej, tak samo, jak wyzyskiwacze 😛

  4. No właśnie, dlaczego młodzi mają zapierdzielać? W ogóle, mówi się o walki z bezrobociem i inne takie, ale stare generacje siedzą na dwóch stołkach i ani myślą ustąpić. Bo kaska płynie, bo mają się dobrze, młodzi niech się martwią.
    Wkurza mnie ten kraj w kwestii pracy. Zamiast załatwiać dobrze płatne stanowiska na normalnych warunkach, wolą dać +500 na drugie dziecko, które – w moim przekonaniu – mocno zachwieje gospodarką. Ale, ja się nie znam, bo jestem młoda.

  5. Tak niestety jest „coś się nie podoba, to won! Na Twoje miejsce szybko kogoś znajdziemy” i wtedy taki człowiek najczęściej jest wykorzystywany, daje sobą pomiatać aby utrzymać tą pracę. Ale ja osobiście uważam że należy się szanować i jeśli jesteśmy źle traktowani szukać gdzie indziej, aż ktoś nas w końcu doceni.

  6. Prawdą jest, że nie płacili groszy młodym za pracę, gdyby ta się zbuntowany i nie dała wykorzystywać.

  7. Dałam się wykorzystywać w mojej pierwszej pracy sezonowej, gdzie miałam na umowie od 9 do 21 i za to dostawałam 60 zł dniówki, a dodatkowo czasami pracowałam nawet do 22:30. Gówno z tego miałam i żadnych wakacji. Na szczęście po tygodniu się wkurzyłam i zwolniłam. I dobrze mówisz o tym, że wykorzystują młodych, ponieważ dla nich liczy się każdy grosz i jeszcze nie znają swojej wartości.

  8. To powinno regulować prawo. Niektórzy szukają zatrudnienia na już, co wykorzystują pracodawcy.

  9. Na stanowiskach urzędowych pracują Jadźki i sąsiadki Jadziek po znajomości, które nie potrafią sobie poradzić z komputerem, programami, nie znają prawa, wręcz trzeba im mówić co mają klikać… A młodzi…czekają.

  10. Nie można dać szefowi wejść sobie na głowę, to pewne.

  11. Ja należę do rocznika 96′, i ujmę to tak – nie po to zaciagnęłam dług na ciężkie pieniądze, się stresuję na studiach, zarywam noce i zakuwam, chodzę na wolontariaty i szukam praktyk w zawodzie (biomechanik, kinezjolog, czy coś podobnego), by być sprzątaczką za najniższą krajową, albo i mniej, do tzw. „usranej śmierci”. Sorki, starszyzno, czas zejść ze sceny i zrobić miejsce młodym. Nas też to czeka prędzej, czy później.

  12. Zastanawia mnie fakt, że tak im zależy i upierają się przy swojej lepszości, a często nie uzupełniają wiedzy i okazuje się, że są 20 lat do tyłu. Pomijam już porządną obsługę komputera.
    A w tej kategorii to bardzo ważne. Zresztą…popatrzmy na lekarzy – bardzo duża ilość pediatrów nie zna obecnych wyników badań…

  13. Ciekawe…bo niektórych się zastąpić…nie da.

  14. Wyzysk nie zależy od rocznika, to jest wyssane z mlekiem matki. Matka z ojce wszystko z zakładów pracy wynieśli, dorobili się wyrabiając teoretycznie 300% normy, a praktycznie rozkradając wcześniej wspomniany zakład. To zgorzkniali ludzie, znam takich. Mają żal, że teraz nie da się tak oficjalnie kraść.

O mnie
OCZY OCEANU II - CHUSTA KÓŁKOWA MADE BY E.BORSUK

Łysa - dlaczego tak? Bo szkolnie, bez maski, lansu, sztucznych tworów. To moja ksywa ze szkoły, kiedy jeszcze świat nie był popsuty dorosłymi.

Łysa ma siłę, jest kreatywna, wierzy w ludzi, szydełkuje i beztrosko buja się na trzepaku. Nosi w chuście dzieci swoje i napotkane, pożera parówki i nie boi się wyzwań.

Tagi
© 2026 ŁYSA MÓWI. Wszystkie prawa zastrzeżone.