Kocham ludzi. Za ich wrażliwość wybiórczą. Oto idę przez polskie miasta mijając psie kupy na chodnikach, oszczane murki, plujących w każdym wieku, śmierdzących mieszanką potu i dezodorantu, pań z półdupiem na wierzchu, ale najbardziej przeszkadza cycek karmiący, a właściwie jego fragment.
Tak, tak. Karmiąca matka powinna zasłonić się szmatą, dziecko też. Karmiąca matka powinna mieć mleko w butelce jak wychodzi. Karmiąca matka powinna schować się w krzakach, kiblu lub karmić wyłącznie w miejscach do tego wyznaczonych. Nikt nie musi patrzeć na obleśne cycki i obleśne, żrące dzieci.
Jakbym chciała nie musieć patrzeć na krzywo wytapetowane panie, wulgarnych ludzi, półdupia, retro busze pod pachami. Nie oczekuję jednak, że człowiek z mejkapem w romb, bluzgający czy z tyłkiem wyłażącym będzie siedział w domu, bo psuje to moje poczucie estetyki. Zobaczę i nie patrzę. Odwracam głowę, przesiadam się, wychodzę, cokolwiek…skoro mi się nie podoba – nie patrzę.

Karmienie dziecka jest całkowicie naturalne. Naturalne jest też puszczanie bąka, bekanie, drapanie – nie widziałam, by ktoś zwracał uwagę dwumetrowemu panu w dresie bo miał czelność beknąć czy pierdnąć. Za to w matki karmiące rzuca się epitetami łatwo. Przecież taka to się zaraz popłacze, skuli i będzie wiedzieć, gdzie jej miejsce – więcej cycka nie wywali.

Miejsca do karmienia są dla mam karmiących, nie dla gapiów, komentatorów czy innych nadwrażliwych. Jeśli matka czuje potrzebę karmienia w zacisznym miejscu – idzie. Nigdzie nie ma zakazu karmienia w miejscach publicznych, nie ma nakazu karmienia w miejscach przeznaczonych do karmienia. Z pokoju dla matki z dzieckiem korzysta matka kiedy ona czuje taką potrzebę.

Tetry? Pieluszki? Szmatki? Proszę bardzo! Zjedz sobie obiad z pieluchą na twarzy. Nie każde dziecko takową osłonę akceptuje. Mój syn, po zakryciu tetrą darł się wniebogłosy, przeszkadzało mu to, czuł się niekomfortowo. W tym momencie nie interesuje mnie drażliwość pana czy pani, a komfort dziecka. I tak, jest to samolubne, bo czasami trzeba być samolubnym. Świata nie zbawię i nie zamierzam.
Będąc u kogoś w gościach muszę się dostosować. Unikam jednak gości, którzy wymagają ode mnie karmienia dziecka butelką lub chowania się z karmieniem po toaletach. Sama zapraszając gości z dzieckiem biorę pod uwagę: karmienie, zmianę pieluchy, płacz, krzyk, głośny śmiech, porozrzucane zabawki. Takie są dzieci. Miejsca publiczne są dla wszystkich – karmiących cyckiem, butelką, bekających, z półdupiem na wierzchu, tych z fałdami na brzuchu i tych kościstych.
Tworzymy sobie getta. Sami, na własne życzenie, chcemy się izolować od ludzi. Dlaczego? Bo to przeszkadza, krępuje, ale to już nie problem karmiącej matki, a patrzącego. Zalecam zatem nie patrzeć. Sama też nie patrzę, jak mi ktoś nie odpowiada wizualnie, estetycznie.
.jpg)

Łysa - dlaczego tak? Bo szkolnie, bez maski, lansu, sztucznych tworów. To moja ksywa ze szkoły, kiedy jeszcze świat nie był popsuty dorosłymi.
Łysa ma siłę, jest kreatywna, wierzy w ludzi, szydełkuje i beztrosko buja się na trzepaku. Nosi w chuście dzieci swoje i napotkane, pożera parówki i nie boi się wyzwań.
Matka Wielowymiarowa says:
Nic dodać nic ująć! Ja karmienia nie lubiłam, ale karmilam dla dobra swoich dzieci. Jak było trzeba to na środku sklepu, gdy pokój dla mam z dziecmi w centrum handlowym byl juz zajety. Nie było to dla mnie łatwe, wrecz stresujace, a oni chyba sobie wszyscy mysla, że my jakiś ekshibicjonizm uprawiamy.
Kilińska says:
problemem są te matki, które z karmienia piersią w miejscach publicznych robią spektakl. a możesz mi wierzyć, są takie. i ja, która sama kiedyś karmiłam i w miejscach publicznych również, kiedy staram się bardzo delikatnie zaproponować takiej mamie na przykład moje miejsce, które jest po prostu wygodniejsze, bo jest oparcie na plecy i można położyć sobie nogi na pufie, jestem wyzwana od „jesteś durna pizda i nigdy nie powinnaś mieć dzieci”. i nie było to karmienie dyskretne. to był przedstawienie jednego aktora z wywalonym biustem na środku kawiarni, po czym my, widzowie, mogliśmy do kawy czy ciastka zliczać krople mleka, które kapały na policzek oseska z obnażonego sutka pozostawionego tak sobie o na widok publiczny przez dobrych kilkanaście minut. mama w tym czasie zajadała ciasteczko, popijała herbatkę i wyraźnie szukała kontaktu wzrokowego na widowni. jej manifest „jestem matką, karmię piersią!” został właśnie rozklejony na plakatach w mieście. prawda jest jednak inna: nie ma w tym nic wyjątkowego, że karmimy piersią. nie daje to nam, kobietom, specjalnych praw wobec innych. nie należy nam się z tego tytułu żadne ekstra wyróżnienie spośród innych matek, które tak samo świetnie opiekują się swoimi dziećmi, podając im sztuczne mleko. niestety, kręgi bardzo mocno zbliżone do tych, które walczą o prawa kobiet karmiących piersią, zdają się kompletnie tego nie brać pod uwagę. i kiedy opowiadam o moich doświadczeniach jeszcze ze szpitala, kiedy po cc woziłam moją córkę na karmienie sztuczne i namówiłam na to samo mamę, która od dwóch dób nie spała, bo nie mając pokarmu cisnęła te piersi non-stop, a pomocą laktacyjną w szpitalu była … siostra zakonna i w dupie miała, że dzieciak drze się już z głodu dwunastą godzinę, bo przecież „piersią, piersią”, to wtedy moje doświadczenie zostało uznane za „szkodliwe”. i tak właśnie, między innymi, buduje się sztuczny obraz tego, czym jest macierzyństwo, na co wiele młodych matek się niestety daje złowić. pozdrawiam
www.zaraz-wracam.pl says:
Smutne jest to, że tak naturalna czynność jak karmienie dziecka wzbudza taką sensację i oburzenie części społeczeństwa.
Sylwia Antkowicz says:
Nigdy nie widziałam matki, która karmiła ostentacyjnie. I sama też nigdy tak nie karmiłam. Karmiłam publicznie jedynie z troski o dziecko. Zasłonięcie pieluchą proponują osoby, które o kp nie wiedzą wiele- moja córka może nie płakała mając coś na głowie, ale np. próbowała to z siebie ściągnąć, wiercąc się i wypuszczać pierś z buzi – wiec to wtedy było duzo bardziej ostentacyjne niż bez pieluszki.
Save the Magic Moments says:
No mogę powiedzieć tylko jedno: amen
Sama karmiłam przez ponad 2 lata – przestałam, bo…zaszłam w drugą ciążę. Nie wywalam cyca – karmię dyskretnie – jeszcze nigdy nie spotkała mnie żadna nieuprzejmość, ale do kibla z dzieckiem w życiu nie wejdę. Kropka. Najbardziej irytuje mnie podejście mam na mm, które uważają nas karmiące piersią za jakieś atakujące je i dyskryminujące za to, że robią inaczej, podczas gdy spotykam się z agresywną reakcją takich mam na własne słowa, że jestem dumna, że udało mi się przetrwać najgorsze i moje dziecko jadło tylko moje mleko. Nigdy nikogo nie potępiałam, nigdy krzywo nie spojrzałam, ale niemiłe rzeczy mnie spotkały.