Amigurumi wciągnęło mnie doszczętnie. Tonę w nitkach, włóczkach, sznurkach, a po igle ślad z palca nie znika. Pierwszy raz odważyłam się poczynić jednorożca i…wyszedł.
Dobranie odpowiedniej włóczki jest wyzwaniem. Padło na wielką kulę znalezioną kiedyś tam w lumpeksie. Włochata, przypominająca czesankę. Szydełko 2,10 mm.
Cztery początki kopyt, mnóstwo sznurków, oznaczenia, wyliczenia.
Cztery kopytka. Nie zapomnijcie wywinąć ich na prawą stronę ;).
Wypełnienie na miejscu – silikonowe, dobrze wypychające, nie tracą po wypraniu (do 40 stopni Celsjusza).
Zszywanie dało się odczuć – kciuk spuchnięty. Czas na specjalną igłę do maskotek?
Grzywa się sama nie zrobi. Najpierw włos do włosa, potem fryzjer – strzyżenie urodziło worek ścinek.
Kornelka nie zawiera plastikowych elementów – oczy wyszywane, podobnie jak nozdrza.
Ogon spiralny, dokładnie przyszyty. Nieudane sprężynki to cudowna zabawka dla kota…
Ogon z bardzo bliska. Tutaj doskonale nadają się wszelkiego rodzaju resztki, które trzymasz na „nie wiadomo kiedy”.
Jeszcze raz…grzywa. Tak kończy się prezentacja Kornelki. Możesz zamówić ją dla siebie ;).

Łysa - dlaczego tak? Bo szkolnie, bez maski, lansu, sztucznych tworów. To moja ksywa ze szkoły, kiedy jeszcze świat nie był popsuty dorosłymi.
Łysa ma siłę, jest kreatywna, wierzy w ludzi, szydełkuje i beztrosko buja się na trzepaku. Nosi w chuście dzieci swoje i napotkane, pożera parówki i nie boi się wyzwań.
Bożena Jędral says:
Jesteś niesamowita!!! Cudny <3
Marta Sobczyk-Ziębińska says:
Jaka wspaniała!
Karmicielka says:
ooo łał! 🙂