Kolejna przeprowadzka, kartony, worki i kartony. Rozpakowanie się było ekspresowe, wszystko poukładałam, szczęśliwa z nadmorskiego klimatu. W którymś momencie zaczęłam szukać worka. Worka w którym spoczywały moje piękne sandałki rzymianki, błękitne koturny od Deezee, sandałki skórzane, klapeczki, japoneczki i inne. Pamiętam go ja dziś, dość wyraźnie – niebieski, z taśmą do trzymania, pachniał…jak wór.
Szukam, szperam. W końcu pojawiły się te słowa, które na zawsze zmieniły moją duszę:
– Chyba wyrzuciłem.
Wyrzucił buty. Cały wór butów. Przecież to był wór na śmieci, więc wyrzucił. No bo co innego miałoby tam być… Oczywiście płacz, rozpacz, krzyk i trzaskanie drzwiami. Jak żyć! Lato, upał jak cholera, a mi zostały balaski od Cioci wygrane gównianą historyjką.
Na ratunek przyszła Mama Trójki z brokatowymi pepeżkami po Gabie. Słodkie są strasznie i śmieszą mnie do dziś. Szkoda, że Gaba ze szpilek nie wyrasta… Ale do rzeczy. Odkupić miał. I tak przyszła mi na ratunek promocja w Tesco i kolejne pepeżki za 17 zeta. Polecam Tesco!
Nadal nie mam koturnów, szpilek…. A sandałki? Jakie faken sandałki. W koszu, leżą gdzieś na wysypisku. Zastanawiam się czy nie jechać z łopatą… Serio. Rozpaczam!

Łysa - dlaczego tak? Bo szkolnie, bez maski, lansu, sztucznych tworów. To moja ksywa ze szkoły, kiedy jeszcze świat nie był popsuty dorosłymi.
Łysa ma siłę, jest kreatywna, wierzy w ludzi, szydełkuje i beztrosko buja się na trzepaku. Nosi w chuście dzieci swoje i napotkane, pożera parówki i nie boi się wyzwań.
Majniaki says:
Oj też bym się wkurzyła… Współczuję. W tamtym roku koleżanka z roboty w podobny sposób straciła wszystkie letnie ciuchy. Jako, że wynajmowane mieszkanie nie mieściło całej garderoby część rzeczy, na które nie było akurat sezonu trzymała u mamy. Tak przyszło lato, pojechała do mamy i naszykowała sobie w workach ubrania i zapomniała zabrać. Finalnie mama oddała wszystkie worki fundacji (oddawała zawsze to co nie potrzebne). Pech chciał, że zagrało się to w czasie. Wiesz, zawsze mogło być gorzej. Dlatego ja preferuję reklamówki z biedronki 😉
NIEKONWENCJONALNA says:
Przeżyłabym oddanie komuś, ale wyrzucenie? Naprawdę szykuję łopatę :D.
Majniaki says:
Powiedz gdzie, to może i ja zapoluję 😉
Books My Love says:
straszne :/ ale chociaż masz okazję do zakupy nowych butów na jego koszt 😀
Teresa M. Ebis says:
I weź tu, kobieto, spróbuj nie szczelić fochem na fejsa faceta swego za coś takiego 😛
No się nie da!
Tyle lat zbierania, wybierania, tyle kilometrów! A on co? Że wyrzucił? Wcisnęłabym łopatę do rąk i niech zapimpala na wysypisko!
KasiaGosposia says:
Niezła historia :D. Ja bym teraz wzięła od faceta kasę i wybrała się na długie i owocne zakupy 🙂
NIEKONWENCJONALNA says:
Niestety nie dostajemy 500+. Nie ma na buty :D.
KasiaGosposia says:
Niech robi nadgodziny 😛
Kobietapo30 says:
O matko. Masakra…Oby szybko można było nadrobić straty 🙂